Jak to powiedział Mark Twain bodajże, wiadomości o mojej śmierci są mocno przesadzone. Ostatecznie mogę się zgodzić na letarg.
Przez półtora roku nie napisałam prawie nic (pomijając pewne bardzo dla mnie ważne, ale niekoniecznie tworzone w celu rozpowszechniania na forum publicznym projekty), w związku z czym na fandom, jakikolwiek fandom, patrzę raczej dość świeżym okiem. Acz już nie z tym samym (naiwnym?) zachwytem co kiedyś. Niestety. O tempora, o mores.
W związku z tym refleksja następująca.
Jak większość czytających mnie osób wie, reprezentuje szkołę twierdzącą, że pisze się dla kogoś, nie dla siebie. Pisanie dla siebie byłoby moim zdaniem zresztą masochizmem wyjątkowym. Jak się już człowiek stara, niech chociaż ma świadomość, że ktoś to przeczyta.
Problem tej szkoły jest jeden, ale za to znaczący. Do czego to mianowicie można pisać, żeby być czytanym w Polsce i po polsku?
(O smucących mnie straszliwie przypadkach polskich autorów piszących głównie po angielsku nie wspominam. Chociaż, tak na dobrą sprawę, trochę ich rozumiem.)
Do Harry'ego Pottera na pewno, cały czas, zwłaszcza jeśli to slash i w dodatku Draco/Harry (którego to pairingu nie cierpię organicznie). Do seriali też można (nie oglądam). Do "Zmierzchu" (książka mnie bawi, oględnie rzecz ujmując). Do anime już raczej nie, chyba że dwóch-trzech najbardziej popularnych. No, i Tolkien jeszcze się jakoś trzyma. Co do reszty zaś... Reszta jest milczeniem. Z wszystkimi konsekwencjami tegoż.
Mam wrażenie, że przydałby się jeszcze multifandom związany z Literaturą. Tak, tą przez duże "L".
Albowiem, panie i panowie, Literatura Potencjał Ma. Howgh.
A żeby nie być gołosłowną, w następnym poście wrzucam drabble.
(O drabblach też bym zresztą mogła długo, no ale powiedzmy, że to zostawię na następny raz.)